Stałam na wzgórzu i patrzyłam urzeczona niezwykłym widokiem, tych niesamowitych zwierząt. Wybiegały gromadnie z leśnego duktu i gnały kłusem piaszczystą drogą, wijącą się wśród słaniających się nisko traw. Wokół nich podnosiły się gęste obłoki kurzu, które zaraz powoli rzedły jak dym i opadały na ziemię. Konie wciąż biegły jak szalone, coraz szybciej i szybciej, jakby się chciały w tym szalonym pędzie zatracić bez reszty.
Wyglądały przy tym, jak dziki tabun mustangów z wyciągniętymi szyjami i opuszczonymi łbami, falującymi grzywami i odchylonymi do tyłu długimi ogonami.
Właściwie to już nie biegły i nie galopowały, a płynęły ledwie dotykając kopytami ziemi w tym szmaragdowym morzu rozkołysanych traw, ukazując piękno i doskonałość swych rozciągniętych w ruchu sylwetek.
Niektóre z nich, z siodłami na grzbiecie, wyglądały jakby gdzieś po drodze, pogubiły jeźdźców.
W pewnym momencie zaczęły zwalniać. Można teraz było dostrzec ciemne plamy potu na ich skórze, które wyglądały jak łaty. Zatrzymywały się kolejno w miejscu gdzie połoninę przecinała wezbrana o tej porze Wetlina. Stojąc na brzegu rzeki, pochylały nisko łeb, zanurzając w wodzie pysk piły łapczywie głośno siorbiąc. Niektóre z nich, weszły do wody i brodząc przy brzegu, wyciągały wysoko łeb, potrząsały nim i głośno parskały lub wierzgały rozsypując wokół spienione bryzgi wody.
Patrzyłam tak jak oniemiała i chwilami myślałam, że jestem na planie amerykańskiego westernu. Jakiż to fenomen kryje się w tych zwierzętach, który tak urzeka, fascynuje i inspiruje.
- Publikacja w Antologii - "PISZĘ CO CZUJĘ CZYLI SEKRETY DUSZY.
Antologia 2". - Wydawnictwo - Kry-Waj, Koszalin 2019 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz